Poligamia, poliamoria i te całe inne poli...

Miałam pojęcie o niej takowe, że oznacza to posiadanie paru partnerów i w sumie moja wiedza na tym się kończyła przez bardzo długi czas. Ponowne zainteresowanie poligamią i poliamorią pojawiły się u mnie, gdy wertując zaległe ebooki które obiecałam sobie przeczytać i nadrobić w danym roku - trafiłam na dział o rodzinie multilateralnej w książce autorstwa Hejala Bobika Uta Hany - swoją drogą całkiem przyjemnej - jego książka - Wszystko jest Wibracją. Jest to książka napisana przez kogoś, kto podaje się za kosmitę, omawia tam swoje zwyczaje na swojej planecie. Nic wybitnego ani obowiązkowego, aczkolwiek przyjemna i szybka lektura. Mimo tego, że pozornie 300 stron to dużo, to nierzadko omówienie całego działu mieści się w kilku zdaniach a moje notki na blogu często są dłuższe, niż jego rozdziały więc polecam ją również przeczytać w całości, tym bardziej że jest legalnie dostępna w formie pliku pdf.

Następnie przez parę lat zapomniałam o tym temacie, by nadszedł ponownie i wystrzelił, gdy po studiach zamieszkałam z dziewczyną, która wyraźnie opowiadała się właśnie za tą opcją rodziny i związku. Przyglądałam się temu jak to wygląda w praktyce, rozmawiałam i mam trochę pojęcie o tym z praktyki.

Zgłębiłam temat, chociaż nie wykluczam że się mylę w którymkolwiek miejscu. Omówię na szybko w porównaniu do monogamii. Jest to ważne, bo trzeba dodać, że są osoby poliamoryczne obligatoryjnie (nie są w stanie funkcjonować monogamicznie) i nieobligatoryjnie (są w stanie funkcjonować w związku monogamicznym).

Czym się różni poligamia od poliamorii i innych poli?

W poligamii ostatni, decydujący głos należy do mężczyzny i ma to postać relacji w postaci haremu kobiet. Na dołączanie do niej kolejnych członków kobieta nie ma wpływu. Dzieje się tak w kulturach, gdzie różnice między płciami nie są równe. Sytuacja odwrotna (gdzie to kobieta przyłącza następnych mężczyzn) to poligynia i występowała na terenach, gdzie było znacznie mniej kobiet od mężczyzn i zapewniała większy spokój społeczny, znosząc rywalizację mężczyzn o kobietę. W końcu poliamoria natomiast jest relacją w pełni dobrowolną, bez podziału na płeć. nie ma w niej miejsca na przymus, zakłada równy głos wszystkich osób. Nie znaczy to jednak, że osoba X, będąca w relacji poliamorycznej z Y i Z będzie odzajemniać to uczucie - (np. X kocha Y i Z, ale Y nie kocha Z), czyli dwie z tych osób nie mają ze sobą intymnej relacji. Gdyby odwzajemniała - mamy wtedy multilateralizm - inaczej - poligyandria - czyli związek kilku kobiet i kilku mężczyzn na raz. Multilateralizmem nie jest jednak konglomerat kilku związków. Najprawdopodobniej ty, twój partner i pary z okolicy, nawet gdyby zamieszkały razem, nie stworzylibyście multilateralnej relacji. Musielibyście akceptować się nawzajem tak, jak robisz to z partnerem.

Nie oznacza to oczywiście, że np. heteroseksualny mężczyzna musi być w relacji homoseksualnej, chociaż całość ma charakter grupowy. Preferencje seksualne są zupełnie czymś innym.

Czy poliamoria to nowy wymysł, mający służyć rozwiązłości?

Nie, zjawisko funkcjonowało w kulturach plemiennych licznie na całym świecie. Swoją eksplozję popularności tego typu relacje przeżyły w latach 1960-1970 wraz z popularnością subkultury hipisów, której popularność niemal zdominowała ówcześnie cały świat. Postulowali oni wolną miłość, wolną od zazdrości, motywowaną chęcią czynienia dobra dla drugiego człowieka i zdjęcia z niego przymusu.

Czy poliamoria nie jest jedynie modnym słówkiem mającym usprawiedliwiać osoby mające problem z wiernością?

Nie, bo generalnie poliamoria nie musi oznaczać relacji seksualnej. Osoba poliamoryczna może być równocześnie aseksualna. Oznacza to, że osoba taka może kochać w tym samym czasie więcej niż jedną osobę, ale nie odczuwa do żadnej z nich pociągu seksualnego, co często wiąże się z abstynencją seksualną. Dlatego też nazywa się to amorią, bo odnosi się do romantyzmu, którą zwykło rozgraniczać się z seksualnością (i bardzo dobrze). Osoby w takiej relacji muszą wiedzieć o sobie wzajemnie. Przypadki zdradzenia kogoś z inną osobą nie są poligamią.

Czym się różni poliamoryzm od seksoholizmu?

Jak wyżej, chodzi nie tylko o seks. Seksoholik, po osiągnięciu kolejnego celu, "trofeum" porzuca dalszy rozwój relacji. Trzyma on również w tajemnicy często informacje o swoich partnerach. W związkach poli wszyscy są świadomi, w czym biorą udział.

Czy można kochać kilka osób na raz? To w ogóle możliwe?

To inwidualna kwestia. Czy kochając swoją matkę, nie kochasz swojego ojca? Raczej nie, prawda? Nie oznacza to zatem, że miłość jest jedna i na całe życie. Ludzie nie schodzą z produkcji taśmowej i ich wrażliwość i system wartości są różne. Przyczyn tego jest wiele.

Kluczem do zrozumienia poliamorii jest pojmowanie miłości w osobistym systemie wartości. Miłość nie jest seksem (może być jej wyrazem - aczkolwiek to kontrowersyjna kwestia), nie jest flirtem, ani nie jest snem. Jest głębokim uczuciem będącym składową wielu emocji i zażyłości pomiędzy osobą ją odczuwającą a obiektem owych zależności. Jeśli to sobie uświadomimy. Mnóstwo ludzi odrzuca relacje poliamoryczne właśnie z uwagi na potencjalne nieradzenie sobie z zazdrością. Miłość nie jest potrzebą którą usilnie musimy zaspokoić, nie jest impulsem, nie jest czymś co przychodzi do nas nagle. Nie można więc rzec, że poliamoria warunkuje cokolwiek, co może wywołać u partnera zawód - jedyną rzecz jaką zmienia jest fakt, że nasz mózg może wykształcić takie samo uczucie do innej osoby.

Budowanie związku poliamorycznego to nie zajęcie usłane różami. Wyobraźcie sobie, że naraz musicie nie tylko utrzymać - na przykład - dwie takie relacje, ale dodatkowo je rozwijać, pielęgnować, poświęcać w miarę sprawiedliwie im czas i zaangażowanie, a także zapewnić obydwu tym osobom komfort psychiczny. Trzeba to jakoś spiąć w całość i nie dopuścić do tego, aby jakieś ogniwo się wypaliło albo czuło się źle.

Plusy i minusy relacji poli?

Plusem - na pewno poliamoria uczy rozumieć uczucia i uwzględniać, nie tylko swoje, ale i cudze, radzenia sobie z nimi (a zwłaszcza np. z zazdrością, bo poligamista nie traktuje kochanków jak rywali). To sprawia, że może to wręcz pomóc w budowaniu relacji monogamicznych, dominuących w naszej kulturze. Minusem - ryzyko wystąpienia zazdrości z oczywistych względów jest dużo większe i z pewnością wymaga większej kontroli swoich emocji.

Co z dziećmi? Jak im wytłumaczyć?

Szczerze? Też mnie na początku to przerażało, ale problem jest łatwiejszy niż się wydaje. Jeśli się żyło w dużej rodzinie, to tak naprawdę miało się wersję demo multilateralnej rodziny. Zapłodniona kobieta nie może zajść w następną ciążę z innym partnerem. Biologicznych rodziców ma się dwóch, ale zazwyczaj nie interesuje nas co robią w łóżku, prawda? Cała masa z nas była wychowywana poza rodzicami również przez babki, dziadków, wujków - bez szkody dla psychiki. Obecną główną ścianą do przebicia jest jedynie ostracyzm społeczny i nieakceptacja tego typu relacji, czy nawet agresywne relacje (prawdopodobonie oparte na zazdrości - lub - poczuciu moralnej wyższości wynikającej z elementarnego niezrozumienia tematu).